AZS Koszalin - Rosa Radom

Świetny finisz Akademików

Po świetnej czwartej kwarcie, koszykarze AZS Koszalin pokonali zespół Rosy Radom. Najlepszym strzelcem gospodarzy był Goran Vrbanc, którzy sześciokrotnie trafiał z dystansu i zdobył łącznie 22 punkty.

Jesteśmy w takim punkcie sezonu, gdy każdy rywal jest rozpracowany. Rosa chciała zaskoczyć szybkimi atakami, nawet po nieudanej akcji w obronie. Z kolei trener Milicić częściej niż zwykle rotował składem. Już w pierwszej kwarcie pojawiło się czterech rezerwowych z zespołu gospodarzy. Koszalinianie mogli polegać na swoim liderze – Qyntelu Woodsie, który z dużą łatwością trafiał kolejne rzuty. Goście grali konsekwentnie, zwłaszcza po atakowanej stronie parkietu. Akcje radomian nakręcał dobrze znany kibicom AZS, Kamil Łączyński. Akademicy mieli problemy ze skutecznością spod samej obręczy.

Gracze trenera Wojciecha Kamińskiego pokazywali swój cały arsenał koszykarski. Koszalinianie byli przemiennie nękani pod koszem i na obwodzie, a w ofensywie brakowało koncentracji i cierpliwości. Akademicy mieli wiele okazji na to, by odrobić minimalne straty do Rosy, jednak w zespole trenera Milicicia wciąż czegoś brakowało. Gospodarze mieli problemy z Jakubem Zalewskim. Po kolejnych punktach rzucającego radomian, goście prowadzili różnicą ośmiu „oczek”.

Koszalinianie mieli również wyraźne problemy z upilnowaniem zawodników, którzy stali w rogach boiska. Po świetnym fragmencie w pierwszej kwarcie, Qyntel Woods trafił dopiero pod koniec pierwszej połowy (10 punktów po pierwszej połowie)P. W drużynie AZS ewidentnie brakowało lidera, który wziąłby odpowiedzialność na swoje barki w trudnych momentach.

Akademicy przyzwyczaili do tego, że w trzeciej kwarcie grają znacznie lepiej. Podobnie było tym razem. Koszalinianie dogonili Rosę i wyszli na prowadzenie. Goran Vrbanc forsował tego dnia dużo rzutów, jednak momentami nadgorliwość chorwackiego obrońcy była opłacalna. Goście przebudzili się dopiero po trzech minutach kwarty. Radomianie trafili trzy trójki z rzędu (Witka x2 i Łączyński).

Po dosyć ospałej i niezbyt ciekawej pierwszej połowie, koszykarze obydwu drużyn podkręcili tempo. Można było zauważyć, że dosłowna wymiana ciosów nie była na rękę zawodnikom z Radomia, którzy co chwilę gubili piłkę lub byli zmuszani do oddawania niewygodnych rzutów. Swoje zrobił także Artur Mileczarek (2 trójki w trzeciej kwarcie). Kapitan koszalińskiej drużyny poderwał swój zespół do walki w niezwykle trudnym momencie.

W porównaniu do pierwszej połowy, koszalinianie byli znacznie lepszym zespołem. Niestety, dla Akademików, Rosa nie zamierzała odpuszczać. Momentami gospodarze uciekali się do indywidualnych akcji, które przynosiły oczekiwane wyniki. Po czwartej(!) trójce Artura Mielczarka, podopieczni prowadzili różnicą pięciu „oczek”. Podopieczni trenera Milicicia mieli wyraźne problemy z koncentracją. Po świetnym okresie gry, radomianie zdobyli sześć punktów z rzędu.

Akademicy odpowiedzieli swoim rywalom w dwóch następnych akcjach. Niecelnie rzucał Kamil Łączyński, a koszalinianie wykorzystali swojego superstrzelca – Gorana Vrbanca. Chorwat dwukrotnie trafił z dystansu i powiększył prowadzenie gospodarzy do dziewięciu punktów (7. minuta kwarty). Po kilku ciosach Akademików, radomianie wyraźnie się pogubili. Koszalinianie rzucali jak natchnieni i w ten sposób na dwie minuty przed końcem – niezwykle wyrównanego spotkania – Akademicy mogli cieszyć się z kolejnej wygranej.

 

Ostatnio zmienianyśroda, 01 kwiecień 2015 10:41